spoglądam na postać leżącą pod kocem...wychudzona, skóra kompletnie poszarzała...
siada na łóżku. wygląda jak anorektyczka...jeszcze te wiszące leginsy...
''-hej..jak się czujesz?''
''-lepiej..''
rozmawiamy chwile, szczypie się po ręce żeby się nie popłakać patrząc na nią
''-karolina...umyłabyś mi włosy? bo ja sobie sama nie dam rady...''
''-ok''-odpowiadam, idę z nią do łazienki, przechyla głowę nad umywalką.
zaczynam płukać jej włosy i widzę ile jej już wypadło, jakie ma płaty gołej skóry. zawsze jej zazdrościłam włosów...miała takie długie i gęste...a teraz....
znowu się uszczypnęłam w rękę .
pomagam jej usiąść na łóżku.. włączam suszarkę....
''-dzięki''-mówi nieśmiało
''-ogarnij się, od tego jestem , żeby Ci pomóc''
cisza.
spoglądam na jej wychudzoną twarz, widać dokładnie zarysy szczęki
''-wyjdziesz z tego...''
spojrzała w okno. uśmiechnęła się.
''-wiem''
spojrzałam na swoją rękę. robi się sina od szczypania. zakrywam to miejsce żeby go nie zauważyła...
dzisiaj pierwszy raz od dość dawna byłam w kościele, spoglądam na żłóbek .Na Boże Narodzenie nie byłam u spowiedzi, nie pamiętam kiedy byłam..zastanawiam się na życiem, i proszę o zdrowie dla rodziny mając nadzieję że jeżeli ktoś mnie słucha to mnie wysłucha....



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz