pomogę...pomogę...pomogę...
przychodzi co do czego i nie ma znajomych,...
musiałam wrócić do łodzi , myślałam że będę miała jeszcze dzisiaj wolne i odwiedze siostre...mhm..''odwiedziłam''.
kurwa, będąc w tym mieście coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu , że nie ma przyjaciół,
''-umiesz liczyć? liczn na siebie!''
''-ja pierdole , nie umiem, zawsze byłam kiepska z matmy, jakimś cudem zdałam maturę...''
kiedyś nauczycielka powiedziała że matematyka nas otacza, że nie uwolnimy się od niej,
miała rację.
w pierwszym momencie pomyślałam sobie,''-ok, ziomeczki, ok, będziecie potrzebowali jeszcze mojej pomocy , odwrócę się i powiem że nie mam czasu:)''
co jest przykre? 3/4 znajomych potrzebowało mojej pomocy, jak tylko umiałam pomogłam, albo chociaż się starałam,czasami poświęcałam swoje zdrowie , żeby tylko pomóc.
jacy są ludzie? wykorzystują człowieka dobrego,wiedzą że mogą na niego liczyć, że się nie odwróci, tylko że nie zdają sobie sprawy , że przychodzi taki moment kiedy ten ''dobry człowiek''
stanowczo mówi ,,dość''
bo jest różnica między proszeniem o pomoc a robieniem z kogoś idioty.
pozdro dla fałszywych
,,co komu uczynisz, wróci do ciebie''

uwierzcie mi, jeszcze ok 6mies temu chciałam wyjechać z domu, nienawidziłam go, tych kłótni, wiecznego oczekiwania czegoś ode mnie. teraz tylko na rodzine mogę liczyć, wszystkich których znałam do tej pory, zapomnieli o mnie albo okazali się dwulicowi,
życie.
ale pomimo tych fałszywych, poznałam garstkę ludzi z którymi mogę góry przenosić
pozdro dla nich!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz